Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Recenzja- Harry Potter i Zakon Feniksa

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar

archiwum

    2008
    Luty

linki

    najlepsza stronka

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 20916 osób

Powered by blog 4u

Harry Potter



Recenzja- Harry Potter i Zakon Feniksa


Witam.
No cóż, nie pisałam jeszcze recenzji jako takiej, ale tym razem okolicznosci są wyjątkowe. Jak powszechnie wiadomo, w piątek 27 lipca odbyła się polska premiera Zakonu Feniksa. Oczywiście jak to ja, zapobiegliwa jestem, więc zrobiłam sobie rezerwację całe dwa tygodnie wcześniej. Jak się okazało - niepotrzebnie, bo na sali w dniu premiery (!) było może ze trzydzieści osób.I nie było mi szkoda pieniędzy na tak fantastycznie fantastyczny film .

Kiedy wreszcie skończyły się durne reklamy, zaczęło się to, na co czekałam dłuugi czas. Film. Nie powiem, początek zrobił na mnie kolosalne wrażenie - ale tylko jeśli chodzi o logo Warner Bros. Bo potem omal nie jęknęłam z rozczarowania. Zaczęło się zupełnie nie tak jak powinno. Pierwsza rzecz to ta, że Wielki D nigdy, przenigdy by nie prowokował Harry`ego przy swoich przygłupiastych kumplach. Tu wnoszę też pretensję o to, że plac zabaw umieszczony był na jakimś totalnym stepie, a tak naprawdę mieścił się w podmiejskim parku. Co zaś się sceny z dementorami tyczy... nie dość, że sami klawisze nie wygladali nawet w połowie tak niesamowicie jak w "Więzniu Azkabanu", to na dodatek brakowało tej nutki grozy, jaką ze sobą nosili. Aż żal serce ściska.

Oczywiście zmieniając początek filmu, zabrakło w fabule Mundungusa Fletchera. Nie żebym jakoś szczególnie go pragnęła, tyle że strasznie sfrustrowało mnie to, że się go tak bezlitośnie pozbyli. Dalej. Straż Przednia. Nie miałabym żadnych wątów, gdyby nie to, że na miotłach latali jak szaleńcy, a przecież musieli uważać, żeby nikt ich nie zobaczył. Totalnie rozczarowałam się jednak, gdy juz dolecieli do Kwatery Głównej. Harry powinien dostać do ręki zwitek z odręcznym pismem Dumbledore`a, Strażnika Tajemnicy Zakonu, a tu lipa. Dostał się szybko i bezproblemowo przy pomocy Szalonookiego Moody`ego i jego sękatego kijaszka. Jeszcze gorzej się poczułam, kiedy obraz matki Syriusza Blacka z wrzeszczącej baby z wybałuszonymi oczami został zmaglowany na ledwie mamroczący i niemal szczelnie zasłonięty wykusz. Nawet, niech to diabli, nie wisiał w przedpokoju, tylko gdzieś na półpiętrze.

Potem już powoli wszystko jakoś się rozkręcało.

Wnętrze Ministerstwa Magii przeszło moje najśmielsze oczekiwania, ale już rozprawa w Sali Rozpraw Numer 4 sprawiła, że ręce opadły mi na glebę i potoczyły się pod siedzenia. Gdybym tak namiętnie nie czytała książki, wcale bym nie wiedziała, że bladą kobietą siedzącą nisko po prawej stronie Knota jest Amelia Bones. Umbridge jako starszy podsekretarz ministra chyba powinna siedzieć obok niego, a nie gdzies za Amelią.

Zawiodło mnie to, ze nie wspomniano nawet o tym, że Ron i Hermiona zostali prefektami.

Oczywiście to tylko moje spostrzeżenia. Dalej było coraz lepiej. Trochę uderzyło mnie to, że Lunę poznali w powozie a nie w pociągu, ale i tak jej postać wywarła na mnie ogromne wrażenie. Testrale, które zostały zrobione w całości przez efekty specjalne powaliły mnie na kolana. Właśnie tak je sobie wyobrażałam.

Nie powiem, słodki głos Umbridge doskonale pasował do moich wyobrażeń, gorzej było z wyglądem wyżej wymienionej. Miała byc rozlazła jak ropucha, a nie wyglądać jak modelka w wieku przedsmiertnym. I te dekrety... było ich tylko dwadzieścia dziewięć, natomiast na ścianie wisiało ich coś koło 120. Chyba scenarzysta nie czytał tej książki. Albo nie umie liczyć.

Założenie GD... No cóż, tu też mi brakowało "tego czegoś", ale podobały mi się ćwiczenia w Pokoju Życzeń. Problem polegał na tym, że to Zgredek a nie Neville powiedział Potterowi gdzie to miejsce jest.

Zapomniałabym o lekcjach oklumencji. Wyszły, że tak ujmę, bajecznie. Zwłaszcza podobało mi się wspomnienie sprzed lustra Ain Eingarp. Ten Snape pojawiający się w odbiciu tuz za rodzicami Pottera... coś pięknego. I naprawdę oddającego istotę penetracji ludzkiego umysłu.

Brakowało mi jeszcze wielkiej ucieczki Hagrida z Hogwartu, oraz dramatycznej sceny zaatakowania Minerwy McGonagall czterema oszałamiaczami.

Największe jednak wrażenie robią sceny z Ministerstwa Magii. Pomińmy już fakt, że wszyscy wyszli z tego niemal bez szwanku (Luna miała tylko rozwaloną wargę), mimo że w książce Hermiona leżała niemal bez życia, Neville miał pomidora zamiast nosa a Ginny zlamaną kostkę. Sceny z Sali Przepowiedni i Sali Śmierci są perełkami, jakich oczekiwałam. Lucjusza przedstawiono tu bardzo drapieżnie, co naprawdę przypadło mi do gustu, bo jest to moja ulubiona postać zaraz po Severusie Snapie.

Reszta to juz było prawdziwe cacko. Najbardziej podobało mi się opetanie Harry`ego... te zielone oczy ^^ miodzio, jeśli mogę się tak wyrazić. Od razu było widać, że ta scena jest kluczowa w całym filmie. Dopracowana w najdrobniejszych szczegółach scena walki Albusa Dumbledore`a i Lorda Voldemorta tak mną wstrząsnęła, że... postanowiłam zostać na drugi seans. Obejrzałam to wszystko jeszcze raz, spojrzałam na to chłodniejszym okiem... i zakochałam się bez pamięci w tym filmie. No dobra, może nie bardziej niż w książce, ale jednak ekranizacja podziałała na mnie i moją wyobraźnię.

Oczywiście z każdym kolejnym filmem pojawiają się nowe postacie, a co za tym idzie - nowi aktorzy. Najmniej jednak podobał mi się sam Harry Potter. To już nie ten sam Harry co w trzeciej części, kiedy wygladał nawet nieźle. Kiedy zobaczyłam go ponownie w "Czarze Ognia", momentalnie skojarzył mi się z rozczochranym Beatlesem, natomiast teraz wyglądał jakby wpadł pod kosiarkę. Nie dodało mu to uroku. Hermiona Granger, czyli Emma Watson stała się jeszcze bardziej sztuczna i lalkowata. Strasznie nie podobała mi się Umbridge, gdzie się podział jej ropuszy wygląd?

No dobrze, koniec malkontenctwa, w filmie szalenie dobrze (jak zwykle) wypadli Severus Snape (Alan Rickman), który ku mojej uciesze wcale sie nie zmienił, Lucjusz Malfoy (Jason Isaacs), który stał się bardziej drapieżny i arystokratyczny, Syriusz Black (Gary Oldman), który zaczął wreszcie wygladać jak człowiek a nie jak nędzarz spod budki z piwem oraz Nimfadora Tonks (Natalia Tena), której udało się sprostać wyglądowi metamorfomaga.

Uważam jednak, że film można było podzielić na dwie części i dodać quidditcha, oraz wiele innych wątków, których zabrakło, na przykład odwiedzin w Szpitalu Magicznych Chorób i Urazów im. Świętego Munga.

Mimo sporych niedociągnięć i braków, naprawdę gorąco polecam pójście do kina na "Harry Potter i Zakon Feniksa" choćby dla samej satysfakcji obejrzenia. No i dla napisania recenzji ^^
Ten film wywarł na mnie wielkie wrażenie i mogłabym go oglądać dniami i nocami...
BTW: Czy ktoś zauważył, że reżyserowie wszystkich części o Potterze zmieniają się niemal równie często co nauczyciele obrony przed czarną magią w Hogwarcie? :D Columbus, Cuaron, Nevell, Yates... ^^

harry-potter-potteromania 20/02/2008 16:38:21 [Powrót] Komentuj

Ty to masz moc!

brak www
data: 18/05/2016 15:07:24
87-205-115-151.adsl.inetia.pl
IP: 87.205.115.151
Polecam Ci moją stronę www.nawigator.org.pl z której dowiesz się jak świadomie wybrać chwilówkę bez ponoszenia większego ryzyka. A chwilówki teraz sa takie "modne".